niedziela, 31 maja 2009

Jak grać w Tibię?

Jakiś czas temu zacząłem grać w Tibię. O grze słyszałem już dawno temu i nawet były próby grania. Nigdy jednak jeszcze nie siadłem do tego bardziej poważnie. Kilka dni temu postanowiłem że to zmienię. Zainstalowałem Tibię, utworzyłem konto na ich stronie, potem postać i nareszcie mogłem się zalogować w grze.

Co to jest Tibia?
Jest to internetowa gra sieciowa RPG, do której gry potrzebny jest klient instalowany na komputerze. W praktyce wygląda to tak, że ściąga się ze strony Tibii grę (ma max 20 mb), tworzy konto i postać na stronie i włącza grę. W niej logujemy się do ów konta i zaczynamy grę. Jak wygląda gra? Bardzo prosto. Powstała ona jeszcze za czasów, kiedy grafika 3d była czymś nieogarnionym :) Wszystko obserwujemy z góry w 2d.

Nie umniejsza to jednak całego efektu. Niegdyś bardzo interesowały mnie gry typu RPG, próbowałem nawet napisać tekstową grę. Nic z tego nie wyszło, tzn. nie ukończyłem jej, ale przyniosło mi to bardzo dużo doświadczenia, szczególnie w programowaniu w Turbo Pascalu. Nauczyłem się też jak mniej więcej zasiadać do większych projektów. Doświadczenie jak wiadomo jest bezcenne! :) Grywałem również w grę tekstową Otchłań, byłem nią niezwykle zafascynowany, brakowało mi w niej choć odrobinę wizualizacji korytarzy (w ASCII czy coś). Moja orientracja w terenie do dzisiaj na tym cierpi :) Bardzo chętnie pograłbym w nią dzisiaj pod warunkiem, że dałoby się w nią grać multiplayerem.

Tibia jest jakby idealną grą dla ludzi poszukujących prostych gier RPG online. Przez kilka dni wykonałem parę questów, wprawdzie prostych ale jaka satysfakcja! Pokonałem kilkanaście królików, jeleni i szczurów. Zbieram siły na walki z potworami z podziemi, tam się odpowiednie dźwignie rusza i wypuszcza pojedynczo potwory. Próbowałem raz jednego zabić, jednak zabrał mi mnóstwo energii i ledwo co uszedłem z życiem. Muszę wyzbierać dużo mięsa żeby po walce (lub w międzyczasie) zregenerować swoje siły. Myślę, że będę wracać co jakiś czas do tej rozgrywki, bo wrażenia są ciekawe. Daje mi to satysfakcję. Jednak jest pewien ból. Otóż mam tą świadomość, że jest mnóstwo graczy, którzy tak się wtopili w grę, że stworzyli swoisty krąg graczy, a co się z tym wiąże slang, słownictwo, sposób gry. Nie chcą dopuścić nowych do siebie. Nie twierdzę, że robią źle. Napewno jest to moja wina, bo mam spore zaległości :)

Będę grać. Wiem, że jestem dopiero na początku i dużo przede mną, dlatego szereg odkryć mam przed sobą. Nie mam czasu zwyle codziennie grać, ale raz na tydzień napewno zagram. Tibia - są spore szanse, żeby ją polubieć.

Seriale: Lost / Zagubieni

Serial-tajemnica. Tak można najkrótej opisać Zagubionych, czyli po polsku Lost. W mojej karierze seriali telewizyjnych poczynił spore zmiany, śmiało mogę powiedzieć, że nie żałuję ani chwili spędzonej podczas oglądania Lostów. Specyfika tego filmu sprawiła, że stał się on jednym z niewielu ulubionych seriali science-fiction, jakie oglądałem w swoim życiu. Zacząłem go oglądać gdzieś w listopadzie 2007. Jesień, potem zima, a co za tym idzie ciemno i zimno (tych rzeczy wybitnie nie cierpię) sprawiły że eksperyment polegający na ściągnięciu kilku pierwszych odcinków Zagubionych zakończył się miłością do tego filmu. Swego czasu tak się wciągnąłem w serial, że oglądałem po 5-6 odcinków dziennie. Miło to wspomina się, bo dzisiaj nie mógłbym sobie na to pozwolić z racji aktualnie prowadzonego trybu życia. Zaczynałem o 19-20:00 i czasem seans kończyłem grubo po 1:00 (piękne czasy). Wtedy jeszcze studiowałem dziennie w swoim rodzinnym mieście i życie zupełnie inaczej wyglądało.

Ogólnie historia z tym serialem wygląda dość ciekawie, bo o nim słyszałem grubo kilka lat wcześniej zanim obejrzałem jakikolwiek cały odcinek osobiście. Nie wiedziałem o nim wiele, jedynie to, że jacyś ludzie rozbili się na jakiejś wyspie i próbują przeżyć. Tyle. Domyślałem się, że jest to kolejna opowiastka o rozbitkach na wyspie - motyw ten wielokrotnie był poruszany w dziesiątkach filmów i z tego właśnie powodu nie zainteresowałem się. Tutaj popełniłem błąd. To jest dla mnie kolejna nauka, dlaczego nie powinno się oceniać rzeczy po omacku. Kiedy zacząłem go oglądać, a działo się to z nudów, okazało się, że film łączy w sobie cechy, które są mi bardzo bliskie: motyw tajemniczości, nowoczesności i jednocześnie czasów starożytnych, historia niezmiernie interesująca plus ciekawa gra aktorów. Wszystko to połączyło się w mieszaninę nie do podrobienia. Klimat trzyma cały czas. Do tego dochodzą elementy pojawiające się w nowoczesnych serialach. Wyjaśniam. Mimo iż historia zaczyna się w momencie rozbicia się samolotu na wyspie możemy śledzić historie bohaterów zanim trafili na wyspę - dzięki retrospekcjom. Pokazują one nam co działo się w przeszłości i co ich ukształtowało. Z czasem też dowiadujemy się jak trafili na wyspę. Każdy ma osobną historię i każdy inną, dlatego to tak bardzo wciąga. Film od samego początku widza wprowadza w stan zaciekawienia. Już w pierwszym odcinku mamy doczynienia z tajemnicą, dowiadujemy się, że nie jest to taka zwykła wyspa, ale coś lub ktoś na niej jeszcze mieszka. Do myślenia nas i bohaterów serialu zmuszają tajemnicze odgłosy pochodzące z wnętrza wyspy.

Obcecnie serial obejmuje 5 sezonów. Kolejne sezony przynoszą następne tajemnice. Dowiadujemy się kto mieszka na ów wyspie, a także dowiadujemy się o historii wyspy. Mnóstwo tajemnic jednak nie znajduje swojego wyjaśnienia, ale może to właśnie to powoduje, że serial tak przyciąga. Muszę przyznać, że nie jest tak, że im dalej tym mniej ciekawie. Tutaj polega różnica między innymi serialami, jak Heroes czy Prison Break. Za każdym razem spotykam się z opiniami, które również podzielam, że pierwsze sezony były niepowtarzalne, potem już tylko spadek formy. Zagubieni to serial, o którym nie mogę tego powiedzieć. Każdy sezon to coś nowego, kolejny krok w poznaniu tajemnic wyspy. Teraz czekam na szósty sezon, bardzo prawdopodobne, że ostatni. Żałuję.

sobota, 30 maja 2009

Potwory kontra obcy w 3D

Byłem dzisiaj w kinie na filmie Potwory kontra obcy w 3D. Szczerze to na filmie w wersji 3D byłem pierwszy raz, więc moje wrażenie było tym bardziej znaczące i myślę, że powie nieco o filmie. Jakie wrażenia z filmu? Średnie. Powiem tak: żałuję, że poszedłem na ten film w wersji 3D. Okulary, które przed wejściem na salę mi dali były takie nijakie! Cały czas miałem wrażenie, że są brudne, obraz w nich był ciemny i nie oglądało mi się go dobrze. Po pierwszych 5 minutach miałem ochotę zdjąć je i oglądać film bez nich, ale zniechęcił mnie fakt, że nie da się za bardzo takiego filmu oglądać bez tych specjalnych gogli, bo obraz bez nich strasznie się rozmywa, a drugi fakt był taki, że w końcu zapłaciłem za bilet 23 zł to jakoś się przemęczę i obejrzę ten film. Co do fabuły - nie była denna, ale nie wciągnęła mnie. Dużym plusem napewno był zabawny charakter tej kreskówki, dialogi tytułowych potworów. Na uwagę zasługuje tutaj zielona gadająca galareta, która była przezabawna. Właściwie to oglądając film czekałem na sceny z tym bohaterem, bo bawiłem się przy jego dialogach bardzo fajnie. Miejscami śmiałem się, a to jest duży plus, bo nie często film wywołuje we mnie śmiech. Nie powiem jednak, że film jakoś specjalnie mnie roześmiał, nie zrywałem boków, miejsami nawet się nudziłem. Pochwalić muszę jednak dynamikę akcji i efektów. Animacja bardzo ładna, postaci ładne, dopracowane. Od strony realizacyjnej wszystko stoi na wysokim poziomie.

Czy film jest dobry? Napewno pomysł jest oryginalny, od strony fabularnej zrealizowany mimo wszystko na średnim poziomie. Jeśli miałbym iść na niego jeszcze raz lub poradzić komuś to jeśli ma ochotę go zobaczyć - poleciłbym, żeby odpuścił sobie 3D i poszedł na zwykłą wersję filmu. 6 zł taniej i jakoś przyjemniej.

piątek, 29 maja 2009

Bary mleczne we Wrocławiu

Genialnym sposobem na dobre i tanie jedzenie jest bar mleczy. Jest to spadek po pięknych czasach PRLu, kiedy stołówki państwowe były na każdej ulicy, a zjeść tam można było głównie wyroby mleczne, jak zupa mleczna, pierogi ze śmietaną, ziemniaki ze zsiadłym mlekiem. Dzisiaj świat nieco inaczej wygląda jednak czasami można znaleźć tego typu restauracje.

Student dzisiejszych czasów nie zawsze dysponuje czasem i gotówką, a jeść musi, więc takie miejsca są wręcz doskonałym rozwiązaniem. Daleko od mamy, a jedzeia domowego się chce. W końcu całe zycie na kebabie, pizzy i hamburgerach zlecieć nie może (żołądek też strajkuje). Nie wspominam tutaj już o zupkach z torebki, to napewno każdy przechodził. Takie zupki chińskie znudzić się mogą bardzo szybko, chociaż znam ludzi, którzy prowadzili dietę zupkową - dobrze na tym nie wyszli. Wracając do barów mlecznych - sam je odwiedzam. Nie byłem jeszcze we wszystkich, głównie w tych na Śródmieściu w okolicach Galerii Dominikańskiej, Hali Targowej i ul. Wyszyńskiego.

Przez ostatnie pół roku we Wrocławiu stołuję się w barze Karmazyn w Hali Targowej. Ogólnie tanio i smacznie. Menu jest bardzo różnorodne: od ziemniaków z kotletem, po zupy, ryż, placki ziemniaczane, różnorodne sosy, makaron, pierogi, kopytka, kluski śląskie... Jest tego dużo! Czasami zdarzą się jakieś smaczki, jak np. łazanki, spagetti. Próbowałem i muszę powiedzieć, że zwykle dobrze smakują te wszystkie potrawy. Czasami zdarzy się niedosolona fasolka po bretońsku lub ryba. Może to popsuć lekko potrawę. Co do cen to jest tanio. Taki najtańszy zestaw z ziemniakami i kotletem mielonym kosztuje 3,90 zł. Z kotletem schabowym: 5,90 zł. Z filetem z mintaja: 6,30 zł. Można też kupić pierogi ruskie: 3,90 zł. Zupa do 2 zł. Jak widać ceny są przystępne, każdy student może sobie pozwolić na taki obiad. Tam jem najczęściej. Zwykle są to zestawy z kotletem mielonym, filetem z kurczaka, fasolka po bretońsku. Dodać muszę w tym miejscu, że w ostatnim miesiącu miały miejsce niewielkie podwyżki cen - kompot zdrożał z 80 gr do 1 zł, a pieczywo do fasolki po bretońsku wcześniej dodawane gratis zaczęli sprzedawać za 80 gr. Nie spodobał mi się taki proceder, więc zacząłem fasolkę jeść bez pieczywa. Plus do tego wyraziłem swoje niezadowolenie do kobiety zza kasy :) Jeśli chodzi o o pierogi to w Karmazynie nie smakują mi. Jadłem chyba za 2 razy tam pierogi. A jak wiedzą o tym wszyscy naokoło to jestem smakoszem pierogów ruskich, znam się na tym :) Pierogi smakują mi z barze obok, również w Hali Targowej. Nazywa się on chyba Mini Orient, jest to studencki bar. Podają tam głównie fast food, ale koneser znajdzie również pierogi! Tam są bardzo smaczne, podawane z cebulką na oleju (9 pierogów - 3,50 zł). Ja zwykle dokupuję sobie śmietanę w sklepie obok. Komponuje się to wręcz idealnie. Innym barem mlecznym jest Jacek i Agatka, w którym nie jadam :) Jest tam drożej niż w Karmazynie i dalej mi do niego. Jadłem raz tam pierogi. Koszt: 2,50 zł za 8 pierogów. Były przesmaczne!! Podane z tłuszczem ze skwarkami... Mniam. Jednak muszę powiedzieć, że więcej nie udało się zjeść pierogów w tym miejscu, gdyż one zwykle są szybko rozsprzedawane, a probowałem wielokrotnie! Kolejny bar odkrył mój kumpel. On je tam ostatnio bardzo często. Mieści się on na skrzyżowaniu ulic Prusa i Poniatowskiego. Niestety nie wiem jeszcze jak się nazywa, jak się dowiem napiszę w komentarzu lub dopiszę do wpisu. W ramach eksperymentu wybrałem się tam któregoś dnia i muszę powiedzieć, że pierożki ruskie mają tam bardzo dobre! Lepsze niż w Mini Oriencie i podejrzewam że na podobnym poziomie jak w Jacku i Agatce. Takie domowe, podane z tłuszczem ze skwarków. Jadłem tam nawet dzisiaj :) Podwójna porcja kosztowała mnie koło 4,90 zł - 14 pierogów. Jak widać z tego porównania pierogów najbardziej opłaca się jadać je w tym nowym barze. Są bardzo smaczne i tanie, a ten stosunek jakości do ceny jest w mojej studenckiej sytuacji jak najbardziej istotny.

Będę obserwował te bary i jeśli wydarzy się jakaś istotna zmiana, jak podwyżka cen lub obniżka jakości potraw nie omieszkam nie napisać.

czwartek, 28 maja 2009

A może praca pozycjonera

Miliony artykułów już powstało na temat pozycjonowania. Nie mam zamiaru tutaj odkrywać Ameryki ani nawet Marsa, ale coś dam od siebie. Tak pomyślałem, że napiszę tutaj parę zdań o tym.

Wysłałem wczoraj swoje CV do firmy zajmującej się budowaniem wizerunku w internecie - strony internetowe, prezentacje multimedialne, itp. Jeśli chodzi o stanowisko to jest to specjalista ds. pozycjonowania i optymalizacji stron. Mają genialną stronę www. Wprawdzie animacja we flashu, ale bardzo mi się spodobała. Technicznie rozwiązana doskonale, pomysł bardzo ciekawy. jednym słowem: miód. Można na niej zobaczyć wszystkich pracowników. Jak tak stwierdził mój kumpel: sami nieprzeciętni ludzie. Co do pracy to myślę, że mam jakieś szanse. Słyszałem, że zawód pozycjonera nie jest jeszcze w Polsce tak powszechny i trudno się szuka takich pracowników. Nie uczą tego (jeszcze) w szkołach, więc najlepsi specjaliści w tej dziedzinie to najczęściej samouki i entuzjaści. Mogę się zaliczyć do tego grona, gdyż pozycjonowaniem się interesuję. Ciekawi mnie w tym ten fenomen pozycjonowania. Ciężko mi to tak po prostu wyjaśnić. Fajne w tym jest ten szereg różnych działań, ta idea seo. Nie ma co. Fajna zajawka! :) Co do pracy jako pozycjoner - zawsze o tym marzyłem. Aktualnie pracuję w firmie tworzącej strony www, więc z pozycjonowaniem nie ma to za wiele wspólnego. Może tylko fakt, że optymalizuję strony, które tworzę. Ogólnie SEO to coś co mnie pociąga. Firma ta ma już gości od pozycjonowania, jednak szukają kolejnej osoby. Zastanawiałem się jak taka praca miałaby wyglądać. Czy to statyczna praca, czy jednak aktywna... Sam nie wiem, jaką ja bym wolał. Teraz mam bardzo bierną pracę. Z jednej strony mi to odpowiada. Jednak smutne jest to, że nie rozwijam się. Poza tym nieunormowana sytuacja tej firmy nie buduje morali. Przekłada się to na mój entuzjazm, więc coraz częściej z mniejszą ochotą chodzę do pracy.

Rekrutacja trwa do sierpnia więc pewnie sporo osób się zgłosi. Ogłoszenie widziałem w kilku miejscach, w tym na forum dla pozycjonerów. Może się okazać, że nie mam szans, ale kto nie próbuje ten nie wie czy było warto. W tak zacnym gronie pracować byłoby miło.

Wpis miał być o pozycjonowaniu jednak zjechałem trochę na inny tor... O samym pozycjonowaniu napiszę jeszcze napewno, bo jak wyżej napisałem temat mnie interesuje i nie zamierzam go tak podarować. Czyli co, powstał milionowy pierwszy artykuł. To nie kończąca się historia.

Papieru szkoda

Blog to blog. Pisać każdy może. W tym miejscu usprawiedliwiam się, ale chyba nie ma powodów. Niby to takie pamiętnikarskie ale pamiętnik też kiedyś pisałem! Nikt chyba nie wie do tej pory, może mój brat albo mama znaleźli go przypadkiem w mojej sekretnej szufladzie. Jednak tamto to był pamiętnik, to co tutaj znajdzie się pamiętnikiem nie będzie, bardziej specyfikacją techniczną:) Kolejne małe przedsięwzięcie w życiu. Jak każde prowadzi do zbierania różnego rodzaju doświadczeń, więc na złe raczej nie wyjdzie.

Czym się tutaj będę zajmować? Napewno tym czym się interesuję, czyli jednym słowem kupą różnych rzeczy. Od komputerów, internetu, programowania stron, pozycjonowania, seo - po muzykę, religię, psychologię... Jest tego trochę. Można powiedzieć, że jestem człowiekiem z zainteresowaniami (dzięki bogu). Mam też czasami odjazdy w różne tematy i czasem człowiek potrzebuje gdzieś to wszystko wylać. Papieru szkoda, więc blogowanie jest dobrym pomysłem. O.